środa, 10 kwietnia 2013

Rozdział 7

Rozdział 7


Z perspektywy Patrici


Gdy Eddie powiedział Sibunie, to tym, że on wie, że jestem drugą Wybraną i ja też o tym wiem, wyglądali na wstrząśniętych. Pewnie zaraz by dopytywali się skąd ja o tym wiem, ale na szczęście do przedpokoju weszła Trudy i kazała mi i chłopakowi iść do pokojów i przebrać się w suche ubrania. Czym prędzej pobiegłam po schodach i szybko wpadłam do mojego i Amber pokoju. Chwyciłam jakiś T-shirt, bejsbolówkę, i czarne legginsy i poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Przeraziłam się dziewczyna w lustrze była do mnie w ogóle nie podobna. Cała rozmazana, jakby przepłakała całą noc. Szybko zmyłam resztki mojego makijażu i postanowiłam, że teraz nie będę się malować. Po co? Dziś już nigdzie nie idę. Będę wyglądała inaczej. Nie żebym codziennie nakładała tapetę jak niektóre dziewczyny, ale z makijażem wyglądałam inaczej. Przebrałam się w suche ubrania i poszłam zostawić na kaloryferze te mokre. Gdy byłam w pokoju, nagle zgasło światło. Przestraszyłam się. Po paru sekundach zobaczyłam przez okno błysk, a potem grzmot. A więc burza. Szczerze mówiąc uwielbiałam burze. Lubiłam się na nie patrzeć. Zaświeciłam latarkę w moim telefonie i zeszłam na dół. Większość siedziała w salonie, a Nina i Fabian pomagali Trudy zapalać świeczki. Całe pomieszczenie wyglądało teraz zarazem i strasznie i fascynująco. Uwielbiałam gdy tak było. Stanęłam w progu i patrzyłam na ten widok. Stare, zachowane artefakty oświetlone dużą ilością świeczek.
- Trudy. Długo nie będzie prądu? - Zaczęła Amber. Zobaczyliśmy błysk, a po chwili usłyszeliśmy grzmot. - Nie lubię burz, są straszne.
- Co ty mówisz. Burze są najlepsze. Szczególnie jak patrzy się na nie po ciemku. - Nie zgadzałam się z zdaniem dziewczyny. - Jeszcze wiesz jak chodzisz w tym czasie po lesie, a za tobą biega facet z siekierą - Dodałam śmiejąc się.
- Jak mniemam ty już to przeżyłaś? Chociaż zastanawiam się kto kogo gonił, bo nie jeden wystraszyłby się twojej twarzy z rozmazanym makijażem - Powiedział Eddie z uśmiechem na ustach.
- Bardzo śmieszne. - Powiedziałam sarkastycznie.
- Bardzo śmieszne - Powtórzył za mną chłopak, przedrzeźniając mnie.
- Ryzykujesz. - Ostrzegłam go.
- Ryzykuję? Czym jeśli można wiedzieć?
- Tym! - I rzuciłam się na chłopak. Zaczęłam go łaskotać. Ale nie umiałam trafić. Wreszcie znalazłam jego czuły punkt. Miał go na szyi. Za to Eddie zaczął mnie łaskotać. Mimo, że oboje mieliśmy już dość, żadne z nas nie chciało tego pierwsze skończyć. Wreszcie naszą "bitwę" przerwała Trudy, która weszła do salonu.
- Gwiazdki. Zanim zabrakło prądu zdążyłam zaparzyć wodę. Chciałby ktoś gorącą czekoladę? - Spytała nasz opiekunka.
- Ja chcę! - Wykrzyknęłam, dysząc ciężko, po męczącej bitwie z chłopakiem. Dwie rzeczy z wielu moich ulubionych burze i gorąca czekolada.
- Ja też! - I w sumie wyszło, że wszyscy chcą.
Prądu nie było już jakieś pół godziny i wszyscy zaczynali się nudzić. Tak tylko laptop, komputer, internet. Teraz większość tak spędza czas. Zauważyłam, że Fabian, Nina, Amber, Alfie, Jerome i Mara siedzą przy stole, z świeczkami, jedzeniem, a Trudy włączyła na starym gramofonie jakąś romantyczną muzykę. Więc każda z tych par miała randkę. Joy gdzieś przepadła z naszą gospodynią, Eddiego też nie było w sumie mnie to za bardzo nie obchodziło gdzie on się podział. Za to ja siedziałam na fotelu przysuniętym do okna z kubkiem gorącej czekolady w ręku i patrzyłam przez okno, na pioruny co chwilę rozświetlające ciemne niebo. Burza rozpętała się na dobre. Więc raczej szybko się nie skończy. Siedziałam tak i siedziałam wpatrując się jasne błyski, nawet nie mam pojęcia jak długo, ale wszystkie te zakochane pary wyszły już z salonu, więc zostałam tylko ja sama. Tak myślało się najlepiej. W ciągu tak krótkiego mojego pobytu tutaj zdążyło się już tyle wydarzyć. Szczerze nie mam pojęcia, co tutaj jest najlepsze. Chyba to, że poczułam się chociaż trochę ważna. Jestem częścią czegoś. Sibuny. Ale nie tylko. W domu Anubisa, wszyscy zachowują się jak rodzina. Niektórzy może za bardzo. Pomyślałam o Fabinie, Amfie i Marome. Uśmiechnęłam się do siebie.
- Co ty się tak uśmiechasz?
- Wystraszyłeś mnie Eddie. Nie rób tak więcej. - Szturchnęłam go.
- Okej. Mogę się przysiąść?
- Jak chcesz. - Uśmiechnęłam się do niego. - Co nigdzie cię nie chcą?
- No niestety. Wszystkie te pary siedzią w moim i Fabian pokoju i szczerze mówiąc wolę nie wiedzieć co robią. - Zaśmiałam się.
- Hmm... Nie wiem, czy będzie ci się chciało siedzieć tu ze mną i patrzyć na pioruny, skoro możesz obserwować jak oni się obściskują.
- Jakoś nie mam ochoty.
- Jak możesz? Przegapisz takie ciekawe rzeczy.
- No cóż... Każdego szkoda - Oboje zaczęliśmy się śmiać.
-Ciekawe czy długo jeszcze będzie ta burza. - Jakby na znak, że szybko się nie skończy znów zagrzmiało.
- Oby nie. Nie wytrzymam jak oni będą tam tak siedzieć.
- Wiesz zawsze możesz do mnie przyjść.
- Chyba skorzystam. Szczerze mówiąc, to ciebie najbardziej z dziewczyn z naszego domu lubię. - Poczułam,  że się czerwienie, szczęście, że było ciemno i chłopak tego nie zauważył.
- Ja ciebie też najbardziej lubię... Z dziewczyn - Zaczęłam się śmiać.
- Ejjj... Ja tu się decyduję na chwilę szczerości, a ty jak mi się odpłacasz?
- Sorki, sorki. Ale jak już rozmawiamy szczerze, to jesteś dla mnie jak brat. Którego nigdy nie miałam. - Oboje zaczęliśmy się śmiać. - No dobra, ale kończmy tą słodką scenę, bo się porzygam tęczą.
- Spoko. Też już miałem dość tej rozmowy. - I oboje ucichliśmy. Zaczęliśmy wpatrywać się za okno. Było ciemno, ale dlatego, że co chwilę błyski przecinały niebo, było wszystko widać. Siedzieliśmy tak dłużej niż godzinę, aż dostrzegliśmy jakąś zakapturzoną postać na dworze. Owa postać zbliżała się do okna.
- Eddie, ty też widzisz postać idącą w stronę okna?
- Tak
- Co robimy?
- Nic. Ono nas nie widzi. - Gdy rozległ się kolejny błysk, coś błysnęło w miejscu, gdzie postać unosiła rękę. To był nóż.
- On ma nóż. - Szepnęłam
- Spokojnie, nie wejdzie tu. - Kaptur ześliznął się z głowy postaci. Zauważyłam, że był to mężczyzna. Zobaczyłam jego rysy. Zobaczyłam jego całą twarz. Przestraszyłam się.
- Eddie, boję się
- Nie bój on nic nam nie zrobi - Chwyciłam chłopaka, za rękę. Oczywiście to nie było specjalnie, tylko tak odruchowo. Usłyszeliśmy za sobą trzaskające drzwi. Obróciliśmy się. To był Victor. Obróciłam głowę z powrotem w kierunku szyby. Mężczyzna zniknął.
- Victor. Tam na dworze ktoś jest - Powiedziałam
- Jestem święcie przekonany, że nikogo tam nie ma. Przed chwilą obchodziłem cały dom dookoła.
- To źle sprawdziłeś. Widziałam tam jakiegoś faceta. Miał nóż.
- Panno Williamson, musiało się pani wydawać.
- Nie prawda, Eddie też go widział. Prawda?
- Nie wiem o czym ty mówisz. Ja nikogo nie widziałem. - Spojrzałam na niego groźnie.
- Co ty wyprawiasz? - Syknęłam.
- Wydawało się pani.
- Wcale nie. - Krzyknęłam, poczułam, że ktoś ścisnął mi rękę. Eddie. Nadal go trzymałam. Puściłam jak oparzona jego rękę. Ale ten uścisk, wzięłam to jako coś typu "skończ to". Miałam pewność, że chłopak też go widział.
- Wiesz Victor, może masz rację. Przewidziało mi się. To pewnie zmęczenie. - Woźny odszedł w kierunku piwnicy.
- Czemu nie chciałeś by wiedział, że widzieliśmy kogoś?
- Wiesz o tym, że Victor, był w tamtym roku w jakimś stowarzyszeniu?
- Coś tam wiem, Joy mi mówiła, a co?
- Nic. Tylko skoro on twierdził, że nikogo tam nie było, to chroni tego mężczyznę. Myślę, że reaktywowali te Stowarzyszenie.
- Może masz rację. Powiemy o tym reszcie?
- Na razie nie. Jak zobaczymy jeszcze raz tego mężczyznę w pobliży domu to wtedy.
- Ok.
- Wybiła dziesiąta. Macie dokładnie 5 minut, a potem chce usłyszeć, jak upada ta szpilka. - Powiedział swoja codzienną śpiewkę Victor.
- Czas iść spać. Kto by pomyślał, że tyle przesiedzimy przed oknem.
- Dokładnie. Dobranoc Gaduło. - Powiedział chłopak.
- Dobranoc, leszczu. - Uśmiechnęliśmy się do siebie i każdy ruszył w swoją stronę. Gdy doszłam do pokoju była już tam Amber.
- I jak tam potrójna randka? - Spytałam.
- To nie była randka. Też mogliście się dołączyć.
- My? - Nie zrozumiałam.
- Ty i Eddie.
- Ja i Eddie. Razem? Nigdy.
- Jasne, jasne. Wiem, że czujecie coś do siebie. To widać. Jeszcze będziecie piękną, szczęśliwą Peddie
- Peddie?
- Tak Peddie. To wasze imiona połączone w jedno. Tak jak Amfie, Fabina, czy Marome/Jara.
- Aha... Ok... Tyle, że ja i Eddie nie będziemy ze sobą chodzić.
- Jeszcze ja to załatwię, że będziecie parą. - Jeszcze chwilę rozmawiałam z Amber, kiedy ta zaczęła wypytywać mnie o to, skąd wiem, że jestem drugą Wybraną, powiedziałam, że jestem śpiąca i obróciłam się do niej plecami. W sumie po chwili zasnęłam. Niestety dla mnie noc nie była spokojna, ponieważ śnił mi się ten mężczyzna którego z Eddiem dziś widzieliśmy.

                                                                                                     

Sorki, że tak późno dodaję ale jutro nie będę raczej miała czasu. I jak podobał się rozdział? Chciałam wam podziękować za to, że wchodzicie na mojego bloga. Mam już ponad 1200 wyświetleń!!! Strasznie się z tego ciesze ;D Zachęcam do komentowania, to strasznie motywuje ;3

Stevie ;*

8 komentarzy:

  1. Bardzo mi się podobał ten rozdział :). Cieszę się że w końcu dodałaś, bo już się doczekać nie mogłam :). Kiedy dodasz nexta? Bo zaczyna robić się ciekawie :D . Peddie... <3.

    OdpowiedzUsuń
  2. super.Mój ulubiony rodział.<3 Peddie <3 czekam na następny z niecierpliwością

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajny rozdział. :) Kiedy kolejny? Robi się ciekawie...
    Lubię burze :3

    OdpowiedzUsuń
  4. super ja chce jeszcze jeden :D ♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakie cudo!!!!!
    Od dzisiaj czytam twojego bloga i muszę przyznać - jest niesamowity!
    Ja kocham Peddie najbardziej !!! <333
    Tak jak twojego bloga !!! <333

    Z niecierpliwieniem czekam na NN

    OdpowiedzUsuń
  6. Podoba mi się Twoje opowiadanie, masz świetne pomysły i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń