niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 32

Na drzwiach odbijało się jakieś światło. Oboje lekko wystraszeni zaczęli powoli się odwracać. Para szybko zasłoniła oczy, ponieważ w panującym mroku, światło ślepiło ich. Patricia i Eddie odruchowo chwycili się za ręce. Ogólnie ten mały gest nie ochronił by ich przed niebezpieczeństwem, ale im dawało to jakieś poczucie bezpieczeństwa. Za każdym razem gdy dotknęli siebie czuli, że po ich ciele przebiega dreszcz. Po dość dłuższej chwili, gdy wzrok nastolatków przyzwyczaił się do światła, para zdała sobie sprawę skąd się ono wydobywa. Spod białego prześcieradła pod którym podobno znajdował się domek dla lalek. Williamson ruszyła powoli w stronę szafy. Miller szedł tuż za nią. W jednej chwili odechciało mu się spać i adrenalina przejęła władzę. Jednym zgrabnym ruchem brunetka ściągnęła prześcieradło. Tak jak myślała. To ten domek dawał te światło.
- Dziwne. - Szepnęła. Zastanawiając się jakim cudem to się stało. W sumie ten dom nie jest do końca normalny. - Pomyślała. Spróbowała go otworzyć. Wszystko gładko poszło. Otwarcie zabawki obyło się bez użycia siły. W środku domek nie wyglądał jakoś dziwnie. Zwykła zabawka. Nic innego. - Nie otwiera się, tak?
- No, nigdy się nie otwierał. Masz magiczne dłonie, skarbie. - Powiedział z uśmiechem na ustach blondyn.
- Jeszcze raz powiesz do mnie skarbie, a moje magiczne dłonie znajdą się na twojej twarzy. - Warknęła Patricia. Nienawidziła gdy tak się ktoś do niej zwracał. Wtedy miała, wrażenie, że ktoś ma ją za głupią, pustą dziewczynie.
- Dobrze, Skarbie. - Eddie chciał wkurzyć swoją przyjaciółkę. No cóż, udało mu się. Williamson rzuciła się na niego.
- Nie żyjesz! - Zaczęła chłopaka bić. Blondyn z kolei z gracją zablokował ją, chwytając Trixie za nadgarstki. Stali teraz na przeciwko siebie, mierząc się wzrokiem. - Puszczaj mnie, ty zboczeńcu!
- Ja zboczeńcem? No to teraz kochanie przegięłaś! - Stwierdził i zaczął łaskotać brunetkę. Ta zaczęła się wyrywać i śmiać i zaczęła łaskotać Eddiego. Po 5 min. oboje padli na podłogę.
- Rozejm? - Spytała Patricia z nadzieją, że już nie będzie jej łaskotać.
- Rozejm. - Chłopak wstał i wyciągnął do niej rękę i pomógł się podnieść. - Może starczy już wygłupów i sprawdzimy co jest w tym domku?
- Dobry pomysł. - Para przyjaciół dysząc podeszła do zabawki i zaczęła ją oglądać z każdej strony. Okazało się, że w środku jest szufladka a w niej znajduje się kartka na której namalowano zwierzęta w jakiejś określonej kolejności.
- Jak myślisz co to? - Zapytał Miller.
- Nie mam pojęcia, pokażemy to jutro Fabianowi, jak tylko się stąd wydostaniemy. - Powiedziała Patricia. Podeszła do drzwi i spróbowała je jeszcze raz otworzyć. Na marne. - Utknęliśmy tu.
- To może idziemy spać? - Zaproponował Eddie wyciągając materac i przykrywając go kocem. Po czym usiadł na nim i poklepał miejsce obok siebie.
- To ty idź. Ja i tak nie zasnę. Porozglądam się jeszcze trochę. - Odpowiedziała Patricia i zaczęła przeglądać pozostałą część strychu. Kątem oka dostrzegła jak blondyn kładzie się na materacu.
- Dobranoc. - Powiedział i zamknął oczy. Po chwili już spał.
- Dobranoc. - Szepnęła dziewczyna.
Patricia przejrzała parę książek i ją też ogarnęła senność. Poczłapała się powoli do materaca starając się nie zasnąć i usiadła po wolnej stronie. Chwilę popatrzyła na śpiącego przyjaciela. Zadawała sobie sprawę, że z każdym dniem jej uczucie do niego przybierało na sile. Chciała tego za wszelką cenę uniknąć. Nie chciała zostać ze zranionym sercem. Kiedyś już ktoś ją zranił i nie chciała powtórki z rozrywki. Wolała tylko przyjaźń, ale wiedziała, że to jest nie możliwe. Za dużo już dla niej znaczył ten głupek śpiący obok. Był póki co jej najbliższy. Nie chciała go stracić. Nie wiedziała co przyniesie jej przyszłość. Nie miała pojęcia co wydarzy się gdy znajdą krzyż. Jeśli chłopak do niej czuł to samo, to zdawała sobie sprawę z tego, że będzie próbował ją uratować. I to było w tym wszystkim najgorsze. Już wolałaby żeby to jej się coś przytrafiło niż mu. Rozmyślając pochyliła się nad nim i pocałowała go w czoło. Sama nie wiedziała dlaczego to zrobiła, to był po prostu taki odruch. Williamson położyła się koło Eddiego, zamknęła oczy i zasnęła.

***

 Marę Jaffray obudziły jakieś krzyki zza drzwi. Dziewczyna spojrzała na zegarek 5.30. Przewróciła się na drugi bok, starając się ponownie zasnąć. Jednak na marne. Krzyki stały się trochę głośniejsze. Niechętnie wstała z łóżka i podeszła do drzwi, po drodze spojrzała na sąsiednie łóżka. Joy i Nina wciąż spały. Dziewczyna widziała jak Martin wychodziła w nocy z pokoju. Zastanawiało ją czemu jej przyjaciele tak się wymykają, ale nie chciała być wścibska. Tak samo teraz. Nie chciała podsłuchiwać o co chodzi, ale nie miała wyboru. Może komuś działa się krzywda? Jej dobre serce nie pozwalało na to, by ktoś cierpiał. Nie wiele myśląc przyłożyła ucho do drzwi i zaczęła słuchać. Z początku słyszała tylko jakieś urywane słowa, lecz po chwili dała radę słyszeć już całe zdania. 
- Przesadzasz Victorze. - Powiedział jakiś męski głos. 
- Sam przesadzasz, Ericu. - Ericu? Chodzi o dyrektora? - Zaczęła gorączkowo myśleć nastolatka. - Tu chodzi o coś więcej. 
- O coś więcej? Niby o co? - Prychnął Sweet. 
- Jest ktoś jeszcze. O kim nie mamy pojęcia. Jeszcze jedna osoba szuka kielicha. 
- Jak to? 
- Ludzie! Jakiś ty jest tępy. No tak to. - Woźny był już zdenerwowany. Nie rozumiał jak mogą być jeszcze tacy tępi ludzie. 
- Wypraszam sobie Victorze, robiłem test IQ i wyszło, że jestem bardzo mądry. - Starał się bronić Eric. 
- Oczywiście. Daruj sobie kłamstwa. 
- Jest coś jeszcze, że kazałeś mi przyjść o tak wczesnej porze? - Sweet puścił tą uwagę mimo uszu. 
- Tak. Chodź ze mną. Najpierw do piwnicy, bo muszę ci coś pokazać, a potem do lasu. Znalazłem coś, przydatnego w związku z kielichem Ankh. - Powiedział woźny. Potem Jaffray nic nie usłyszała czyli chyba zeszli po schodach. Dziewczyna zastanawiała się co zrobić. Nigdy nikogo nie śledziła, ale bardzo chciała wiedzieć o co chodzi. Wiedziała dokładnie do kogo trzeba by było się zgłosić. Po cichu otworzyła drzwi i wyszła z pokoju uważnie rozglądając się dokoła. Usłyszała zamykające się drzwi od piwnicy. Czyli teraz była bezpieczna. Jak najszybciej i jak najciszej zeszła po schodach i udała się w stronę pokoi chłopców. Zatrzymała się przy drzwiach od pokoju Jeroma i Alfie'go. Nie pukając weszła do środka. Chłopcy spali. Podeszła do łóżka Dżerusia. 
- Jerome. - Szepnęła. Żadnej reakcji. - Jerome. - Szepnęła już trochę głośniej. Znowu nic. - Wyprzedaż odżywek do włosów! 
- Co? Gdzie? - Zerwał się Clarke. - A to tylko ty. 
- Tylko ja? Dobra już nie ważne. - Mruknęła i ruszyła w stronę drzwi. 
- Czekaj. Chyba rozumiesz, że odżywka do włosów jest dla mnie najważniejsza, nie? A potem jesteś ty. - Uśmiechnął się zaspany. 
- Dobrze wiedzieć, że odżywka jest ważniejsza. Nara. - Rzuciła i wyszła z pokoju. 
- Echh.. No czekaj. - Wziął swoją bluzę i szybko wyszedł za swoją dziewczyną. - Przepraszam, no, ale siła wyższa. 
- Oczywiście. - Prychnęła brunetka. 
- Oj, no nie gniewaj się. - Jerome wraz ze swoja boską fryzurą poszedł do Mary i przytulił się do niej. - Powiedz o co chodziło? Skoro budzisz mnie przed świtem.- Nim Jaffray zdążyła odpowiedzieć drzwi od piwnicy otworzyły się. Oboje szybko ukryli się w kuchni. Poczekali, aż dorośli wyjdą z domu. 
- Było blisko. - Odetchnął z ulgą Jerome. - Ej gdzie ty idziesz? 
- Właśnie o to chodziło. Musisz pomóc mi ich śledzić. - Szepnęła Mara z nadzieją, że nikt oprócz Jeroma jej nie usłyszy. 
- Jaffray, czy ty siebie słyszysz? 
- Tak. A co?
- A nic. Czuję, że sprowadzam Cię na złą drogę. - Stwierdził Clarke, gdy szli w stronę lasu. 
- Spokojnie. 
- A dlaczego ich śledzimy? 
- Muszę się dowiedzieć co knują. Rozmawiali coś o kielichu Ankh. Czytałam kiedyś coś o tym. - Dalej już szli w ciszy. Słychać było tylko ich ciężkie oddechy i kroki. Trzymali się dość spory kawałek od Victora i Sweeta, więc mogli być spokojni. Wreszcie dorośli zatrzymali się. Para postanowiła podejść trochę bliżej. 
- ... Ericu... mówiłem. - Było słychać strzępki rozmowy. Podeszli ostrożnie jeszcze bliżej. - Widzisz ten okrąg? To tu rozegra się nasze ''przedstawienie'' - Dodał Victor akcentując słowo przedstawienie. 
- Skąd wiesz? 
- Po prostu wiem. Zaufaj mi. Potrzebne nam są te bachory, krzyż i coś jeszcze. Tylko nie wiem co. - Victor był zdeterminowany. Wyglądał jakby zrobił wszystko byle by tylko zdobyć to czego potrzebował. Po chwili rozmowa mężczyzn zeszła na jakieś mniej ważne tematy. Mara i Jerome postanowili wrócić do akademika. Dziewczyna chwyciła blondyna z bujną czupryną za rękę. Dziękowała Bogu, że go poznała. Dziękowała, że byli razem. Wierzyła, że w przyszłości założą rodzinę, że będą szczęśliwi. Jednak jakiś głosik w jej głowie cicho szeptał Nie będziecie razem. Myślisz, że wytrzyma z tobą tak długo? Jaffray próbowała stłumić tą złośliwą myśl. Nie patrząc pod nogi, potknęła się o wystającą gałąź i już po chwili leżała na ziemi. 
- Cholera! - Syknęła. Cała jej piżama była teraz z błota. Usłyszała czyjś śmiech. - Jerome! - Clarke śmiał się ze zgrabności swojej dziewczyny. 
- No już, już. - Powiedział i próbował się uspokoić. Wyciągnął rękę. Mara chwyciła dłoń Jeroma i podniosła się. Brunetka cała była mokra i od razu zaczęła się trząść. Dzień zapowiadał się wietrzny. Niedość, że była mokra to teraz miała włosy poplątane. - Och. Masz ty moja niezdaro. - Dodał Clarke ściągając bluzę i dając ją brunetce. 
-To ty robisz? Przeziębisz się. - Mara nie chciała przyjąć bluzy. 
- Prędzej ty, niż ja. Bierz i nie marudź. - Blondyn wcisnął bluzę do ręki nastolatce i czekał ją założy. 
- Dzięki. -  Nagle wzrok Mary przykuł jakiś przedmiot leżący na ziemi. Schyliła się by go podnieść. 
- Wypadło to tobie? - Zapytała Clarka. 
- Nie. Patrz tu jest karteczka. - Podniósł mały świstek papieru. Rozchylił go. Na kartce starannym pismem było napisane Wiem, że ten klucz trafi w odpowiednie ręce. Tylko jedna osoba mogła go znaleźć. Przyda się. Na końcu... W tym miejscu była karteczka urwana. Nie była to cała treść. Mara przyjrzała się dokładnie kluczowi. 
- Wychodzi na to, że ja jestem tą odpowiednią osobą. - Westchnęła. Wreszcie coś zaczynało się w jej życiu dziać. 
- A co jeśli to niebezpieczne. 
- Och, Jerome. Jeśli nie weźmiemy go, to się nie przekonamy. 
- Jaffray, ja się po prostu o ciebie martwię. 
- Wiem. Ale chcę, aby coś się działo w moim życiu. 
- Ja jestem. Już się dzieje dużo. 
- Wiesz o co mi chodzi. - Wyszło na to, że brunetka wzięła dziwny klucz i oboje ruszyli do akademika z nadzieją, że będzie już śniadanie. 



W tym samym czasie Patricie obudziło wycie wiatru. Wyglądało na to, że dach był trochę dziurawy bub okno było gdzieś otwarte. Dziewczyna z zamkniętymi oczami obróciła się na drugi bok. Tylko coś jej nie pasowało. Gdy się odwróciła całym ciałem dotykała czegoś. Ściany jej to nie przypominało. Ściana ma ręce? - Przemknęło przez myśl dziewczynie. Była zaspana i nie wiedziała, gdzie się znajduje. Otworzyła oczy. Musiała parę razy zamrugać, by cokolwiek zobaczyć. A zobaczyła obok śpiącego Eddie'go. Przypomniała sobie o zdarzeniach z ubiegłej nocy. Utknęli w piwnicy. I musieli spać razem to by tłumaczyło to dlaczego jest tu. Ale dlaczego ona jest w jego ramionach? Przytulona do niego? Zaraz czy ja mam na sobie jego bluzę? - Zastanawiała się. Zdecydowanie miała na sobie jego bluzę. Patricia nie chciała się ruszyć, by nie zbudzić chłopaka, chyba nie wiedziała by jak wytłumaczyć zaistniałą sytuację. Z resztą nie chciała się do tego przyznać, ale było jej całkiem wygodnie. Po chwili poczuła, że Miller się budzi. Szybko zamknęła oczy i zaczęła udawać, że śpi. Gdy poczuła, że również jest zdezorientowany postanowiła ''się obudzić''. Zamrugała parę razy, ziewnęła, żeby było realistycznie. I spojrzała na chłopaka. Ten patrzył na nią z uśmiechem na ustach. 
- Hej. - Powiedział zachrypniętym głosem. 
- Hej. - Odpowiedziała. Leżeli tak wtuleni w siebie. - Wiesz, że jesteś całkiem wygodny? 
- Wiele dziewczyn już mi to mówiło. - Stwierdził uśmiechnięty. 
- Wiele dziewczyn? Mama się nie liczy. 
- Bardzo śmieszne. Jak coś ci się nie podoba to możesz ze mnie zejść. - Oboje popatrzyli na swoje ciała, które były tak blisko siebie i dopiero teraz zdali sobie sprawę z tego jak to wygląda. Odsunęli się od siebie jak najszybciej. Skończyło się to tak, że Patt znalazła się na drugiej połówce materaca, a Miller leżał na podłodze. Oboje zaczęli się śmiać. 
- O matko! Czy ty widzisz, jak my się zachowujemy? - Zapytała śmiejąc się dziewczyna. 
- Widzę. Zupełnie jak nie my. Co się z nami dzieje? - Zapytał chłopak przestając się śmiać. 
- Myślę, że zmagamy się z naszymi uczuciami. - Stwierdziła dziewczyna. - A tak z innej beczki, skąd ja mam na sobie twoją bluzę? 
- Obudziłem się w nocy i zobaczyłem, że się trzęsiesz. Więc okryłem cię nią. - Powiedział Eddie lekko się rumieniąc. 
- Dzięki. - Dała radę tylko wybąkać dziewczyna. 
- Widzisz jaki ze mnie romantyk? - Zapytał z dumą Miller. 
- No, nie da się ukryć. Szczególnie jak śmiejszesz się z całujących par z Alfiem. - Odpowiedziała Williamson. - Jak myślisz, która godzina? 
- Może gdzieś tak koło 11.00? 
- Dziwne, że nas jeszcze nie szukają. Dobra nie ma co siedzieć. Wstawaj poszukamy jeszcze czegoś. - Zadecydowała Patt
- Boże, kobieto. Myślisz, że co tu znajdziemy? - Zapytał blondyn przewracając oczami. Niechętnie wstał. Patricia też się podniosła i podeszła do przyjaciela. 
- No cóż, dziękuję ci za ciekawą noc. - Powiedziała po czym przytuliła się i pocałowała chłopaka w
policzek. Eddie uśmiechnął się do siebie zadowolony. Brunetka jednak odsunęła się. - Sorki, sama nie wiem dlaczego to zrobiłam.
- Nic się nie stało. - Mruknął Miller. Po chwili oboje zaczęli przeglądać ostatnią część strychu. Przy okazji wymieniając się spojrzeniami jak w romantycznych filmach. Gdy chłopak patrzy z dziewczynę, ta później zerka na niego, a ten udaje, że tego nie widzi i tak w kółko. No po prostu takie spojrzenia full romantic. Po jakimś czasie usłyszeli ruch przy drzwiach. Zaraz po tym te otworzyły się i na strych weszli członkowie Sibuny. 
- Która jest godzina? - Spytała Patricia. 
- 12.00. Jest teraz lunch. Dlatego przyszliśmy. Nie było was na lekcjach. - Powiedział Fabian. 
- Nie może być. - Warknęła Williamson. - Nikt nie zauważył naszej nieobecności wcześniej? 
- Nie. Ja byłam zajęta sobą. - Oznajmiła radośnie blondynka. - A wy lepiej powiedzcie co tu się działo. Ha? Ha? No czekam. 
- Nic się nie działo. Drzwi się zacięły i nie umieliśmy wyjść. - Eddie popatrzył lekko zakłopotanym wzrokiem na Patricię, ta również patrzyła na niego. 
- I tak się prędzej czy później dowiem. - Westchnęła teatralnie Amber. 
- Oby później. - Szepnął Miller tak, że tylko Patt go usłyszała. 
- Dobra musimy się iść przebrać i lecieć na lekcje. Coś czuję, że będziemy dziś siedzieć razem w kozie Eddie. - Patricia pociągnęła za rękę chłopaka i oboje wyszli ze strychu. 



Tak jak Patricia przypuszczała ona i Miller dostali kozę i właśnie teraz zmierzali do sali w której mieli odbyć swoją karę. Nie obyło się przy tym bez dogryzania sobie i innych rzeczy. Weszli niechętnie do sali. Obydwóm burczało w brzuchach już dobrą godzinę, ponieważ nie zdążyli nic zjeść. 
- Zaraz padnę. Jestem taka głodna, że zwariuję. - Jęczała Williamson. 
- Możesz nie gadać o jedzeniu. Wtedy jeszcze bardziej burczy mi w brzuchu. Gdzie jest ten Alfie? - Czarnoskóry miał przynieść im coś do jedzenia. Ale po drodze utknął w kuchni. Zajadając się obiadem. 
- Zabiję go jak przyjdę. - Obiecała Trixie. 
- A ja ci pomogę. - Dołączył się blondyn. Niechętnie weszli do klasy i usiedli w ławce. Po chwili zjawiła się nauczycielka. 
- Dziś nie będziecie bezczynnie siedzieć i wpatrywać się w sufit. Pójdziecie do biblioteki. Eloise potrzebuje pomocy. Pomożecie jej w segregowaniu książek. Para wymieniła między sobą zrozpaczone spojrzenia i poddani ruszyli w stronę biblioteki. 
Po godzinie i ulgą wymalowaną na twarzach wyszli na korytarz szkolny. 
- Jak jeszcze zobaczę jakąś książkę to nie wytrzymam. - Jęknął Miller.
- Pójdę jeszcze tylko do mojej szafki i możemy iść do domu Anubisa. - Powiedziała Patricia i poszła w kierunku swojej szafki. Wsadziła tam niepotrzebne książki i wróciła do swojego przyjaciela. Ten objął ją ramieniem a ona objęła go w pasie i ruszyli w kierunku wyjścia. 



***


Każdy człowiek miewa w życiu takie chwile w których chciałby zniknąć, zapaść się pod ziemię. Czy to ze wstydu, czy ze strachu. Na pewno każdy w was chciał kiedyś zniknąć z danego miejsca. Jeśli nie, no cóż też tak bywa. Jednak Lydia Hudson, która w piątek zmierzała do kawiarenki położonej dość spory kawałek od akademików chciała zniknąć lub po prostu ucieknąć, gdzie pieprz rośnie. Wolałaby już by już być na znienawidzonej przez nią matematyce niż iść na spotkanie ze starym znajomym. No, ale zgodziła się. Jej duma nie pozwalała na ucieknięcie. Obawiała się tego spotkania. Miała jakieś złe przeczucie. Dziewczyna dochodzila już do nie dużej kawiarenki. Bardzo często przychodziła tu po szkole, by odpocząć od ''kolegów i koleżanek'' z akademika. W tym miejscu panowała cisza i spokój. Weszła powoli do środka i rozejrzała się dokoła. Dylana jeszcze nie było. To dobrze. - Pomyślała zadowolona. Usiadła przy wolnym stoliku przy oknie. Po chwili podszedł do niej młody chłopak.
- Co podać? - Zapytał.
- Jesteś nowy. - Szepnęła dziewczyna. Zaczęła się zastanawiać gdzie podziała się Melody, kobieta w średnim wieku która zwykle tu obsługiwała.
- Słucham?
- Co? Nic, nic. Gdzie Melody? - Zapytała speszona. Już spaprała całą sprawę. Mimo, że miała tylko zamówić coś do picia.
- Ma wolne. - Odpowiedział zdziwiony pytaniem chłopak. Zaciekawiła go ta drobna ruda dziewczyna. - No to co podać?
- Poproszę cappuccino.
- Już się robi. - Hudson posłała mu słaby uśmiech, który nastolatek odwzajemnił. Nagle Lydia doznała olśnienia. Nawet nie spojrzała jak ma na imię. Geniusz nie ma co. - Warknęła na siebie w myślach. Zresztą i tak, po co jej chłopak? Znając takich nawet nie zwróciłby na nią uwagi. Na pewno za nim chodziły tłumy dziewczyn. Był wysoki, miał blond włosy, był szczupły. Ogólnie przystojny. A ona? Niewysoka dziewczyna z nie wiadomo jakim kolorem włosów. Czy to brąz? Czy rudy? Oczy nie ''hipnotyzujące''. Lydia miała kompleksy odkąd się tu przeprowadziła. Nie była nikim wyjątkowym. Nie wyróżniała się z tłumu. W sumie to nikt jej nie zauważał.
- Oto zamówienie. - Powiedział chłopak kładąc napój na stolik jednocześnie wyrywając dziewczynę z zamyślenia.
- Dzięki. - Odpowiedziała cicho Hudson.
- A tak w ogóle to jestem Cory.
- Lydia. - Przedstawiła się nastolatka po czym uścisnęli sobie ręce. Evans spojrzał jeszcze na dziewczynę po czym wrócił z powrotem do pracy. Dziewczyna patrzyła chwilę na pracującego nowego znajomego, a potem zaczęła patrzeć przez okno. Parker spóźniał się już 10 min. Rudowłosa wiedziała, że tak będzie. W sumie z jakiej racji chciałby się z nią spotkać. Pewnie ktoś go zatrzymał i stwierdził, że nie przyjdzie. Hudson zamyśliła się. I nie zauważyła jak do kawiarenki wszedł chłopak.
- Hej. - Odezwał się niepewnie brunet. Dziewczyna podskoczyła na krześle, nie zauważyła obecności swojego kolegi.
- Hej. - Odpowiedziała.
- Sorki za spóźnienie, ale nie umiałem trafić. - Dylan uśmiechnął się i wyciągnął zza pleców białego tulipana.
- Dziękuje. Mój ulubiony kwiat.
- Wiem. - Chłopak zamówił sobie colę i od tego czasu siedzieli w milczeniu. Nie wiedzieli jak zachować się w swoim towarzystwie. - Ładnie tu. - Stwierdził Parker rozglądając się po pomieszczeniu.
- Zawsze przychodzę tu popołudniu. Tylko tu mogę posiedzieć w spokoju i ... - Dziewczyna urwała. Nie chciała od razu zdradzać wszystkiego przypadkowemu chłopakowi. Nie wiedziała, czy może mu zaufać. Nie chciała by potem okazało się, że wszystko o sobie wygada. Parker nie zamierzał z kolei naciskać na koleżankę. Wiedział , że jeśli Lydia będzie chciała to powie.
- Masz rację tu jest spokojnie. Przychodzisz tu sama czy z przyjaciółkami? - Zapytał z ciekawości chłopak.
Na te pytanie Hudson tylko spuściła głowę, i zaczęła patrzeć się tępo w blat stołu. Brunet zauważył to. - Nie chciałem, żeby cię to jakoś dotknęło. Czy coś. Przepraszam.
- W porządku. Nic się nie stało. - Dziewczyna nadal nie podniosła wzroku. Przed oczami miała wszystkie sceny z akademiku z udziałem swoich współlokatorek.
- Hej. No rozchmurz się. Co się stało z tą przebojową Lydią Hudson, która nie pozwoliła sobą pomiatać? - Zapytał chłopak starając się przykuć na sobie uwagę dziewczyny.
- Przeprowadziła się. - Szepnęła cicho rudowłosa.
- I po prostu znikła?
-Tak. - Lydia postanowiła w końcu spojrzeć na Parkera. Ten patrzył na nią z zaciekawieniem. Postanowił zmienić temat.
- W jakim akademiku mieszkasz?
- W domu Hathor.
- I jak jest?
- Do dupy. A ty?
- W Anubisie. - Odpowiedział z uśmiechem na ustach Dylan.
- Zazdroszczę Ci. Widziałam w szkole mieszkańców tego akademika. Wszyscy są ze sobą na prawdę blisko co?
- Tak. Ale ja chyba jestem jedynym wyjątkiem. Mam wrażenie, że tam dzieje się coś niezwykłego, ale tylko ja o tym nie wiem.... Ej no nie patrz na mnie jak na jakiegoś pomyleńca. - Oboje zaśmiali się.
- Nie zapominaj co się działo w Ameryce. Przecież tam nic nie było normalne. - Stwierdziła już w lepszym humorze Lydia.
- Coś jak Paranormal Activity. Brakowało ciebie tam, wiesz?
- Nie kłam. Niby kto za mną tęsknił? - Zapytała z nadzieją, że odpowie jej jedno imię należące do jej byłego chłopaka. Ja - Pomyślał Dylan.
- Jo. - Hudson przypomniała sobie o byłej przyjaciółce.
- O matko, co u niej?
- Dobrze się ma. Wiesz, że za bardzo z nią nie gadałem. W sumie z tobą też nie.
- Teraz możemy to zmienić. - Uśmiechnęła się Lydia. W środku poczuła jakieś ukłucie. Zaczynała mieć nadzieję. Dawno nie czuła tego uczucia. Zaczynała wierzyć, że może wszystko się ułoży. Miała nadzieję, że dzięki temu tu siedzącemu naprzeciw chłopakowi jej życie się zmieni na lepsze.


                                                                                    

Szczerze, bez bicia przyznam się, że zawaliłam ten rozdział. Nie należy do najgorszych w porównaniu z moimi pierwszymi rozdziałami. Ale nie wyszedł tak jak chciałam. Mam nadzieję, że ilość Peddie w opowiadaniu wystarczy. Wiem, że chcecie by byli już parą, ale wszystko w swoim czasie. Jak widzicie ich relacja jest na dobrej drodze do tego ^^ Ogólnie blog o tej jednej parze, a wprowadzam tu jeszcze innych. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe. Ale cóż, inni też są ciekawi. Mam takie plany, ale wątpię czy ktoś ze mną wytrzyma do samego końca. Póki co nie poddaję się i piszę. Dla siebie, dla was. Dzięki wam to wszystko jest. Tyle wyświetleń, tyle
komentarzy pod postami. No przebiło mi już 40 tys. wyświetleń *.* Strasznie dziękuję. Nigdy nie pomyślałabym, że do tylu dojdę. Jestem wam ogromnie za to wdzięczna. 
Jak widzicie są dwie nowe postacie. Stydia ♥ Mój paring ever. W serialu nie są parą, ale cii... xd Jeszcze będą. Dodałam ich, ponieważ póki co nie chce zakładać nowego bloga, a do tej historii mi pasują, mam nadzieję, że ich polubicie. Mój kochany Dylan. Teraz mu włoski urosły i wygląda przeuroczo. Kiedyś za niego wyjdę ^,~ Zobaczycie. No cóż, nauki strasznie dużo, więc najwcześniej nowy rozdział pojawi się w weekend, jeśli nie to za 2 tygodnie. 
Następny rozdział za 20 komentarzy. Nie mam pojęcia dlaczego cały czas to piszę xd Po prostu po przeczytaniu napiszcie parę słów w komentarzu. To daje motywację. ^^
Do następnej notki 

Stevie 

P.S  Kocham was wszystkich ♥ Dzięki wam piszę. 

22 komentarze:

  1. Zakochałam się w tym opowiadaniu!! <333

    OdpowiedzUsuń
  2. Stevie... Ja miałam iść spać XD
    Trudno, to jest ważniejsze.
    TRZYMAJĄ SIĘ ZA RĄCZKI! OLE OLE SZABADABADA AMORE!
    Skarbie *.* No sarkazm no, ale i tak się cieszę.
    JA TEŻ MAM MAGICZNE DŁONIE! DZISIAJ ZBIŁAM DWA TALERZE!
    .
    .
    Acia, idioto.
    Łaskocz się. Hyhy. A wiecie do czego prowadzą łaskotki? Już się zamykam.
    ZŁA WREDNA WILLIAMSON MA UCZUCIA! POCAŁOWAŁA GO W CZÓŁKO! OOO <3
    To było kochane. Taka twarda i nieprzystępna osoba obdarzyła kogoś (idiotę z żelem na włosach, które tak kochałam, a jakiś trzeciosezonowy stylista mi je bezczelnie rozwalił) najbardziej ludzkim uczuciem. To słodkie, że jest dla niej ważny.
    Mnie tam nikt nie kocha. Nawet pies.
    Samotna jestem.
    Oho, będzie Jara!
    To Mara, Joy i Nina mieszkają razem (mądra Sapphire nie wiedziała lub jak to ona zapomniała). Boże, w normalnych warunkach one by się pozabijały (ach ten seksowny Fabian - takie branie).
    Krzywda? No, pewnie Acia gdzieś tam się zatacza na środku, bo czekolada się skończyła. Kupi mi ktoś.
    Marusia przebiegła
    "- Jerome. - Szepnęła. Żadnej reakcji. - Jerome. - Szepnęła już trochę głośniej. Znowu nic. - Wyprzedaż odżywek do włosów!
    - Co? Gdzie? - Zerwał się Clarke. - A to tylko ty. " Haha kocham to xxx
    Mara mnie chyba nie zauważyła, bo poszła prosto do Dżerusia. A tam na podłodze leżę i cierpię (zapomniałam jak się chodzi).
    Ojoj dał jej swoją bluzę <3 Też chcę czyjąś bluzę! Nie? Trudno, mam swoją! Nie dam wam frajerzy! Miejcie se tych seksownych seksiaków, ja noszę swoją bluzę solo!
    No.
    Siła wyższa. Patrzę na lodówkę i dobrze go rozumiem. Ma bratnia dusza.
    Ja to ogólnie się z każdej scenki Jary cieszę, nawet gdyby mu z liścia dała, też bym była zadowolona. Ja już nie myślę.
    Idą tak wcześnie?
    Ja to bym się uczesać musiała, stać przed szafą pięć godzin, po czym ubrać byle co, ponarzekać mamie, że życie jest bez sensu i nadal nie umiem fizyki.
    Znaczy wiem, że Dżeruś to boski o każdej porze dnia i nocy, ale Marusia jak na dziewczynę przystało...
    Nie, to tylko ja mam takie poranne rytułały.
    Powinnam iść spać.
    Eee. Spanie jest dla słabych.
    Aj em super fans Stevie.
    Założą rodzinę? Marusiu jaki ty masz wspaniały tok myślenia! Ten głos to waldzio zza krzaka, rozumiecie.
    Pomógł jej się podnieść!
    Mnie by nie podnieśli...
    Wybacz, ale moje życie jest tak strasznie bezsensowne i bezsenswone i bezsensowne, że muszę się komuś wyżalić, a cała rodzina ma mnie dość. Jak mówiłam, nikt mnie już nie kocha.
    Znaleźli klucz? To pewnie mój, ciągle gubię klucze. Teraz Marusia włamie mi się domu czy gdzieś tam indziej... No super no.
    Jeruś się o nią martwi, słodko <3
    No i wzięła ten klucz. Już nie mogę spać spokojnie.
    Wygodny Edzio. Na takim to tylko spać. Ja mam poduszkę.
    Oho, zdezorientowali się.
    No tak, Peddie "nie lubi" być romantyczne, co jest bardzo romantyczne.
    Ten też dał bluzę? Jak one to fajnie mają. Ciepło 24h na dobę.
    Pocałowała go w policzek <3
    JAKI PIĘKNY ROZDZIAŁ!
    Amber kochana. Tęsknie za nią... Spokojnie, mamy SQUEE w zastępstwie... To nie to samo kurde.
    To siedzenie w kozie zawsze owocuję czymś ciekawym. Oczywiście mnie nikt nigdy nie zamknie, za grzeczna jestem. Jak widać odstaję od podstawowych norm.
    Zauważyłaś, że większość komentarza jest o moim niefajnym życiu? Przestaję.
    Objęła go w pasie... Hyhy... No bjutiful normalnie.
    Zniknąć... Czasami byłoby to najłatwiejsze rozwiązanie, ale tak to jest wszystko ułożone, że nawet upokorzenia nas czegoś uczą.
    Może to i lepiej?
    Lydia jak możesz mówić, że ładna nie jesteś? To ja tu kompleksów dostaję jak na nią patrzę, a ta, że brzydka jest.
    Biedna Lydia. Jak sobie przypominam sytuację sprzed roku, to aż się smutno robi. Wszyscy w kółko pytali się o "przyjaciółki", a ja głupia nie wiedziałam co odpowiedzieć. Innym często wydawało się to nienormalne, w końcu każdy kogoś miał.
    To dzisiaj nie wiem czy problem tkwił w nich czy raczej we mnie. Podobno wina zawsze leży po obu stronach... Samotność jest dołująca.
    Podoba mi się postać Lydii, chyba nawet się z nią utożsamiam. Z niecierpliwością czekam na jej dalsze losy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Nie zawaliłaś. Serio, wyszedł super, ośmiele się stwierdzić, że to twój najlepszy rozdział. Było idealnie, pod wieloma względami. Brawo.
      Twoje pierwsze rozdziały wcale nie były złe, popatrz na moje.
      Sweet zabił Ninę, Fabian wpadł pod samochód, ogólnie nawet pory roku tam pomyliłam. I zapomniałam o czym w ogóle piszę, ale cii xd
      Stydia tak kochanie wygląda. Widziałam parę filmików o nich i wywarły na mnie mega pozytywne wrażenie.
      Też dodałam serialową parę do opowiadania.
      Grace, Stenny są by ja, Abby i Maxusia zapożyczyłam ^ ^
      Jak nie są parą? Ja to zaczynam oglądać!
      Wgl widziałam ten serial o wilkołach czy tam wolfbladach, które nie są potworami, tylko czymś tam innym. Dziwnie patrzy sie na Micka bez potu na czole. Ten widok mnie przeraża.
      I tak jak go widzę leje bez żadnego konketnego powodu.
      Stevie! Cóż mogę dodać? Bardzo cieszę się, iż pozostałaś w naszym zacnym gronie bloggerek, niepodatnych na waldziowe tyryryry.
      Jesteśmy boskie, najlepsze, nasza genialność jest nie do opisania.
      Pięknie piszesz, naprawdę. Jak mówiłam, rozdział Twój najlepszy rozdział. Potrafisz oczarować czytelnika, zaciekawić go paroma zdaniami. Jesteś świetna! <3
      Twój fans numer 1 (spróbuję mi ktoś odebrać ten tytuł) <33
      Kocham cię bardzo bardzo bardzo <3
      Moja Kochana Najlepsza Stevie ;*

      Usuń
    2. PS: To wcale nie jest długi komentarz.

      Usuń
    3. Ja się prawie rano do szkoły spóźniłam, bo czytałam jeszcze przed wyjściem Twój długaśny komentarz xd
      Coś za romantyczny rozdział wyszedł. W ogóle w moich opowiadaniach nic się nie dzieję, wszyscy się kochają. Miiiiiiłość rośnie wokół nas!!! Wybacz musiałam to napisać ;P TE EMOCJE, TE WYBUCHY. A raczej ich brak. Trzeba by było coś wysadzić. Najlepiej waldzia lub Dżoj. Skrzywdzili tyle osób. Nie no do Dżoj nic nie mam, ale była z Jeromem. Tego jej nie wybaczę. -,-

      Nie jesteś jedyna. Mnie też nikt nie kocha. ;c Jestem forever alone. Nikt mnie nie chce. W sumie nie dziwić się. Nikt nie chce mnie nawet poznać.
      Bądźmy samotne razem. Kto jeszcze samotny? Wspierajmy się. Nieśmy miłość. Boże, co mi się dzieje O.o Nie będę pisać o moim żałosnym życiu, już wystarczająco napisałam na autocharakterystyce, którą nam pani na poskim zadała. Biedna musi przeczytać moją pracę. Współczuję jej.
      Teraz dopiero zdałam sobie sprawę, że one są razem w pokoju. Szczęście, że to nie serial xd Fabian jest rozchwytywany ^^
      Ja ci kupię czekoladę. Nawet dwie. Ale mam nadzieję, że się podzielisz.
      Mi też nikt nie chce dać bluzy. Łaski bez. Mam swoją. Czekam na tą jedną wyjątkową ;3 Co ja mówię? I tak nigdy nikt mi nie da. Lajf is brutal. Ty nie rozumiesz fizyki, ja niemieckiego. Niech mi to ktoś wytłumaczy. Najlepiej by było jakby tych przedmiotów nie było. Każdy by był zadowolony. Prawda? No cóż, nie widzę sprzeciwu.
      Zawsze chciałam pomagać ludziom. Więc spokojnie. Co Cię kochana gryzie? Możesz mi wszystko opowiedzieć ;)
      To nie tylko ja mam taką niską samoocenę. Jak dobrze. A może źle? Postać Lydii trochę piszę pod siebie. Nie do końca, jest jej sytuacja jak moja, ale postanowiłam, że ona będzie troszkę do mnie ''podobna''. Biedna. Z jakiej racji musi mieć takie kompleksy. Oficjalnie stwierdzam, że jestem dziwna.

      Twoje pierwsze rozdziały były gorsze? Proszę Cię ;) Ja wyskakuję z jakąś mapą, o której wcześniej nie było słowa. Brak wyjaśnień zawsze spoko. + Patt i Eddie już bardzo przyjaźnią się po 3 rozdziale. Jaki bezsens. Jakim cudem ktoś to czyta? Nadal nie rozumiem. A miało być od nienawiści do miłości. A jest od przyjaźni do miłości. Znowu mi coś nie wyszło ;c Czy ja potrafie coś porządnie zrobić? Lepiej nie odpowiadać.
      Ja jeszcze nowego serialu z Mickiem nie oglądałam. Jakoś nie umiałam trafić. ;c Trzeba to zmienić. Mikuś nie ukrywaj się przede mną i tak cię z Bogusławem znajdziemy. To, że jesteś wolfbladem czy jak to tam, nic ci nie da.
      Oczywiście, że te bloggerki które jeszcze zostały są genialne. Boskie my. Nie, nie ty Dżoj. Ani ty waldziu.
      Chyba poszukam jakiś fajnych ( nie fajnych ) piosenek i wstawię je tu. Już mi się niektóre znudziły, z tych co są na blogu.

      Też Cię Kocham ;*

      P.S Wcale Twój komentarz nie był długi ^^ Wcale ;**

      Usuń
    4. Stevie ,no racja.. wcale nie był długi jej komentarz, Twój również :) Tak szczerze mówiąc lubię czytać wasze długie wypowiedzi pod postami . Niektóre są zabawne a niektóre poruszające :) Uwielbiam to :D

      '' TE EMOCJE, TE WYBUCHY. A raczej ich brak. Trzeba by było coś wysadzić. Najlepiej waldzia lub Dżoj. Skrzywdzili tyle osób. Nie no do Dżoj nic nie mam, ale była z Jeromem. Tego jej nie wybaczę. -,- ''
      - He he ,te tekst mnie powalił :) Sweetaśna Dżoj ,nielubiana przez wielką Stevie? Moją idolkę? Nie spodziewałam się tego po Tobie xd

      Tak szczerze mówiąc również nienawidzę tego całego ''Waldzia'' ,trzeba go wysadzić... Najlepiej jego chatę. Ten jego piękniusi trzeci sezon i paringi ,które szczerze i niesamowicie ''kocham'' są ''wspaniałe'' .

      Wszystkie bloggerki są świetne, nawet jeśli beztalencia takie jak ja. Tak, ja jestem beztalenciem... Dżoj jest ode mnie lepsza... Dżeruś się cieszy, a Amore smuci :c
      I symboliczny tekst... KILL YOU WALDZIO!

      Usuń
  3. Wyprzedaż odżywek do włosów ! no tak nie ma to jak odżywki do włosów . :D PEDDIE jak słodko : D Ja uwielbiam twoje opowiadania , są genialne

    OdpowiedzUsuń
  4. To było takie słoooodkie kiedy spali na tym strychu....

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale ci długi rozdział wyszedł , to lepiej *.* . Moim zdaniem ten rozdział był cudowny , było dużo Peddie , i polubiłam też te nowe postacie Lydie , Dylana , fajnie że ich dodałaś ♥. Kocham Peddie ale nudno by było jak ciągle było by o nich , więc dobrze że piszesz o innych parach też. Masz cudowny talent < 33 ♥ ! Czekam na next ;>

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział!! <3
    Dodaj szubko następny!!

    OdpowiedzUsuń
  7. ŚWIETNY
    WSPANIAŁY
    SUPER
    Pisz jak najszybciej nowy rozdział
    PROSZĘ
    Nie mogę się do czekać co będzie w następnym rozdziale
    <3
    Gad.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Super
    Pisz szybko kolejny rozdział
    :)

    OdpowiedzUsuń
  9. SUPER!
    Piszesz genialnie (od 1 do 32 rozdziały wszystkie są the best! )
    Czekam na następny!! I nikomu nie przeszkadzają inne pary ( i niech ktoś spróbuje się sprzeciwić xD ).
    Pisz daleeeej <3

    OdpowiedzUsuń
  10. P.S. Tak szczerze mówiąc rozdział jest niesamowity :D Powinnaś się cieszyć z takich opinii swoich fanów. Może gadam jak pokręcona, ale jak to mówią ''Głupi ma zawsze rację'' - jestem tego przykładem.
    Nie musisz się ze mną zgadzać ,każdy ma swoje zdanie... Ja myślę swoje i powinno tak zostać. Sapphire i Stevie, wasze wypowiedzi w ogóle ''nie były długie'' że tak powiem. Widziałam dłuższe ale nie chcę się nimi chwalić.. Jeszcze ię pogryziemy xdd Nie chciałabym tego. Moje idolki kontra ja ? No comment! O...o
    Chciałam tylko się wypowiedzieć w sposób zrozumiały bo większość osób ignoruje takie słowa ,chociaż ich nie mówię... :P Niektórzy mówią ,że ''pieniądze szczęścia nie dają'' . Ja w stu procentach się z tym zgodzę poniewaz tak jest... Pieniądze w życiu nie są najważniejsze. Są osoby które mają ich dość sporo ,chcą więcej, i więcej. Uzależniają się. Podajmy przykład Dżerusia zakochanego z zacnej Dżoj... Czy chodzenie z trzema dziewczynami mu się opłaciło? Nie, niestety nie.. Skończyło się na zerwaniach, bolesnych zerwaniach. W szczególności Mara. Zacna Dżoj odebrała jej chłopaka ,lecz ona sądziła ,że to nie jej wina. Tak? Czy i ię tylko wydaje? Mój poprzedni komentarz ,znaczy odpowiedź na pojedynek wypowiedzi Sapphire i Stevie, moich wielkich idolek, nie znaczył nic.. Tylko idiotyczne zdanie o Waldziu ,zacnej Dżoj i spalaniu chaty reżysera trzeciego sezonu.... Kill me.. PLEASE!!
    Czy mówię jako osoba odpowiedzialna? Nie ... Czy jako walnięta osoba? Owszem... Typowa Amore, która nie ma fanek...

    Amore :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S.S. Zapraszam na pierwszą część 84 odcinka na moim blogu: http://housee-of-anuubis.blogspot.com/2013/11/odcinek-84-cz1-by-amore-wiktoria.html
      Skomentujcie ,proszę :)

      Usuń
  11. SUPER *.* czekam na nexta *________* ♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  12. Genialny!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Pisz szybko nowy

    OdpowiedzUsuń
  13. Cudowny <3333
    Ps. Zapraszam do mnie , po 3 miesiącach wróciłam ;d

    OdpowiedzUsuń